Skip to content
Menu
MakeRunEasier
  • O mnie
  • Fundacja „Warneland”
  • Nowa Korona Polskich Gór
  • Kontakt
MakeRunEasier

Nowa Korona Polskich Gór – 38 szczytów jeden po drugim, solo bez wsparcia. Dzień 1

Posted on 2025-11-292025-11-29

Jest niedzielne popołudnie, jestem już spakowany i ruszam w kierunku gór świętokrzyskich, gdzie będę startował ze swoim projektem. Wcześniej ustaliłem z Jędrkiem Maćkowskim (Kingrunner Ultra), że zatrzymam się u nich w super domku, który możecie znaleźć i go wynająć, wystarczy wpisać „Tu i Teraz” Brzezie i Wam wszystko wyskoczy.

Na miejsce dojechałem ok. godz. 17:00, zamieniłem kilka słów z gospodarzami i poszedłem się zdrzemnąć, bo start zaplanowany był o północy z niedzieli na poniedziałek. Niestety ze snem nie miało to nic wspólnego, jednie co, to się trochę zrelaksowałem i o 23:30 byłem już gotowy do wyjazdu do miejscowości Święta Katarzyna pod Łysicą

Ruszyliśmy na dwa auta, Jędrek swoim, ja swoim. Ugadaliśmy się, że wspólnie zdobędziemy pierwszy szczyt. Na parkingu byliśmy o 23:50. Szybkie przygotowanie wszystkiego i idziemy na miejsce startu, żeby punkt o północy wyruszyć.

Jest 08.09.2025 r godzina 00:00 startujemy na Łysicę 613 m n.p.m. Góry Świętokrzyskie. Po drodze luźne pogaduchy i zanim się obejrzeliśmy już był szczyt, a jak to na szczycie, w tym przypadku, wyjmuję książeczkę, nagrywam szybki film i robię zdjęcie, a następnie wszystko chowam i lecimy z powrotem na dół. To był bardzo fajny i spokojny początek, ale teraz czekało mnie główne wyzwanie czyli jazda autem i zdobywanie tak szczytu za szczytem.

Pożegnaliśmy się na parkingu i każdy z nas wyruszył w swoim kierunku, Jędrek do domu , a ja w Polskę. Do przejechania miałem ponad cztery godziny, a już po godzinie zaczynały mi się zamykać oczy. Od początku miałem ustalone, że jak tylko będę senny za kierownicą, to zjeżdżam na pierwszy parking i kładę się spać do łóżka, które miałem rozłożone na stałe z tyłu auta. Tak ja miałem ustalone, tak też zrobiłem i to nie raz, tylko dwa razy. Finalnie na kolejne miejsce startu dotarłem trochę przed ósmą rano.

Jaworniki 909 m n.p.m. Góry Sanocko-Turczańskie, był to drugi szczyt tego dnia, krótki, znany mi i całkiem przyjemny. Zdobycie tego szczytu było prawdziwym otwarciem mojego wyzwania, gdyż od teraz aktywność miała występować szybciej i częściej.

Następnym szczytem, na który dotarłem była Tarnica 1346 m n.p.m. Bieszczady Zachodnie. To wejście było już bardziej wymagające, gdyż w jedną stronę jest 5 km i całkiem strome podejścia, a do tego wyszło palące słońce, którego nie toleruję, na szczęście wiał też wiatr. Nie jest łatwo, ale jakoś idzie, sporo ludzi na szlaku i czasami trzeba bawić się w wymijanki. Pod górę mozolnie jak ciężka lokomotywa, natomiast na dół gaz w butach i zaraz melduję się aucie. Po drodze wcinam batoniki, kabanosy, reszta kawy i cola. Na miejsce kolejnego startu, znów mam spory kawałek do przejechania, trochę ponad trzy godziny, ale odczuwam to lepiej jak przy porannej jeździe.

Do miejscowości Izby, docieram trochę po 14:00, wysiadam z auta i słyszę nieustające grzmoty, a wcześniej dostałem alert o możliwych silnych opadach i gwałtownych burzach. Wszystko co słyszę jest daleko, więc decyduję się wyruszyć. Grzmoty towarzyszą mi całą drogę na szczyt, a tym szczytem jest Lackowa 997 m n.p.m. Beskid Niski, więc zanim na nią dotarłem musiałem pokonać tzw. ścianę płaczu, czyli bardzo ostre i pionowe podejście. Już wtedy zastanawiałem się jak to będzie na zejściu, gdy zacznie padać. Piekło rozpętało się na samym szczycie, na szczęście jest zadrzewiony. Pioruny waliły z każdej strony, zerwała się chmura i leciało jakby ktoś wiadrem oblewał. Biegiem udałem się na dół. Na ścianie płaczu, lecąc w dół, momentami mogłem nie ruszać nogami i czułem się jak na nartach. To było prawdziwe wyzwanie, w tle błyski i natychmiastowe grzmoty, deszcz zalewający oczy i skupienie żeby nie walnąć fikołka. Dobiegając do auta, wyglądałem jakbym wyszedł z bagna, cały mokry i w błocie. Musiałem się rozebrać i obmyć, a na następny szczyt jechałem w samych slipkach i z ręcznikiem na ramionach.

Droga na kolejny szczyt była męcząca i się strasznie dłużyła. Nie dość, że ciągle lało i błyskało, to jeszcze natrafiłem na długie objazdy, spowodowane remontami dróg. Na miejsce kolejnego startu, czyli parking przy przełęczy Obidza, docieram ok. 17:30 i szybciutko ruszam na Radziejową 1266 m n.p.m. Beskid Sądecki. Droga na szczyt się ciągnie i jest całkiem kamienista, na szczęście się rozpogodziło i jestem tuż przed zachodem słońca, więc jest pięknie. Szczyt zdobywam za jasnego i tak samo udaje mi się zejść do auta. Niestety na kolejny szczyt, którego start jest z tego samego miejsca co poprzedni, lecę już po zmroku. Chwilę udaje się iść bez czołówki , jednak zaraz trzeba się wspomagać sztucznym światłem.

Kolejnym, szóstym z listy, szczytem jest Eliaszówka 1023 m n.p.m. Pogórze Popradzkie. Droga w górę jest łatwa i przyjemna, jednak po ciemku trochę się dłuży. Dodatkowo, po zmroku wychodzi już zmęczenie i znudzenie, bo samemu tak to wygląda, że rozmawiać możesz tylko z samym sobą lub ze zwierzętami, których w nocy nie brakuje. Najróżniejsze oczy i cienie są stale blisko mnie. Schodząc do auta, wiedziałem że dziś musi wlecieć jeszcze jeden szczyt jakim będzie Wysoka1050 m n.p.m. Pieniny, zdobywana całkowicie nieznaną mi drogą, bo od strony Słowackiej.

Na Wysoką startuję ze Starnanske Sedlo o godzinie 21:30, parkuję na placu przy ruchliwej drodze i wyruszam z nawigacją w stronę szczytu. Po ok 500m słyszę, że na pole, przez które idę, wjeżdża auto terenowe, które po pokonaniu jednego ze wzniesień, świeci na mnie światłami i zawraca w stronę parkingu, gdzie widzę, przez jakiś czas światła. Momentalnie pomyślałem, że ktoś mnie sprawdzał i wywalą mi szybę, żeby okraść auto. Byłem za daleko, żeby wracać a i tak uż bym nic nie wskórał. Postanowiłem zaliczyć Wysoką i najwyżej, jakby się okazało, że mnie okradli, przerwać projekt. Nowa droga na szczyt, której nie znałem, okazałą się całkiem słaba i nudna. Była też częściowo bardzo wąska i zarośnięta, ale za to mniej stroma niż od strony Polskiej. Kiedy zaliczyłem szczyt, w głowie miałem już tylko jedną myśl, czy ktoś mnie okradł. Pędziłem do auta i ciągle sobie powtarzałem, żeby tak nie było. Gdy już widziałem auto to aż mnie zmroziło i zastanawiałem się co zastanę na miejscu. Świecąc latarką z bliskiej odległości wydawało mi się, że nie mam mojej szyby… wrzasnąłem z całych sił „Kurrrrr…wa mać”, ale jak podszedłem bliżej okazało się, że wszystko jest ok i mogę spokojnie kontynuować projekt. Wsiadłem w auto, nastawiłem nawigację na Palenicę Białczańską i ruszyłem na parking, z którego następnego poranka będę ruszał na Rysy. Byłem już strasznie zmęczony , ale jeszcze na tyle ogarnięty, że udało się dojechać zaraz po północy miejsce wypoczynku i kolejnego startu.

Rozebrałem się do rosołu i wskoczyłem pod kołdrę. Oczy się zamknęły momentalnie, a my widzimy się jutro, czyli we wtorek 09.09.2025.

Tego dnia zdobyłem 7 z 38 szczytów Nowej Korony Polskich Gór.

©2026 MakeRunEasier | Powered by SuperbThemes